Po długiej przerwie…

Więc.. po długiej przerwie POWRACAM, by znowu dręczyć Was tym wszystkim co mi się tu przydarza :)
Dziś to tylko krótka zapowiedź, ale w następnych dniach pojawią się nowe newsy, a trochę się tego nazbierało, więc czytać będzie co :D

Zapraszam serdecznie!

Opublikowane w: on luty 10, 2008 at 1:24 pm Dodaj komentarz

Welcome to Komuna !

Co poniektórzy zapewne pamiętają naszą komunistyczną Polskę :)
Przebywając tu, na Gran Canarii, często można natknąć się na coś co przypomina nam te wspaniałe lata :)

 

Maja tu na ten przykład Asadero de Pollo, czyli po prostu sklep z kurczakami z rożna. Oczywiście to są Kanary, więc kurczaka z rożna dostaniesz jedynie do 15tej, bo tu wychodzi się chyba z założenia, że o późniejszej godzinie kurczaków się nie jada :D

 

Nie wyobrażajcie sobie jednak, że ta cała Kurczakownia to jakiś rozwinięty biznes z tysiącami kurczaczków. O nie!

Wręcz przeciwnie – stoi zazwyczaj w niej „wspaniała” metalowa lada oraz 2-3 urządzeń do pieczenia ptactwa.

Kurczaków piecze się jak na lekarstwo. Najlepiej zamówić już rano, bo może zabraknąć :D Na szczęście można kupić ich więcej niż po jednej sztuce ;)

 

 

Kurczaczek pachniał nam od kilku dni, ale zwykle ciężko jest nam zawlec nasze cztery litery na czas. Ale dziś się zawzięliśmy i pojechaliśmy.

 

Godzina 14:30. W Asadero kilkanaście osób, wg numerków przed nami ze 25 osób, a ostatnia partia kurczaków, które właśnie słodko się kręciły na rożnach składała się ze sztuk 18 …

W sumie to byliśmy pewni, że zabraknie go dla nas, szczególnie kiedy pticki się upichciły a kolejni ludzie z kolejki zamawiali po 2 sztuki …

 

Mieliśmy jednakowoż szczęścia co nieco i załapaliśmy się na przedostatnią sztukę :D

Ale radocha :) (i pychotka, Mniam)

 

 

No i tak trochę to wszystko skojarzyło się z czasami, kiedy to stało się w wielkim ogonku do stoiska z pustymi hakami i kartką na wydzieloną partię mięsa w ręku :D

Opublikowane w: on wrzesień 29, 2007 at 9:03 pm Komentarze (3)

A jednak SĄ !

Są ! Są krowy na wyspie ! Znaleźliśmy je w końcu !!

Czyż to nie wspaniałe? ;)

 

Objeżdżaliśmy kolejny raz naszą małą Tratwę i nagle, gdzieś na wysokości Arucas zauważyliśmy takie biało-czarne zwierzątka.

 

W pierwszej chwili pomyśleliśmy, że to jak zwykle sztuczne.

W końcu kanaryjczycy uwielbiają wszystko co sztuczne. I tak np. wzdłuż dróg stoją sobie: sztuczne krowy, sztuczne kozy, sztuczne pomidory wielkości słonia, sztuczne kabaczki etc. :)

 

W każdym razie te krowy się Ruszały ! Wnioskujemy więc, że były żywe :D W naprawdę zabójczej ilości, max. 30 sztuk hehehe.

 

No dobra, skoro krowy już są, to ciekawe, kiedy nauczą się tu wyrabiać prawdziwy, pyszny, twarogowy biały ser ?

 

… MAAAARZEEEENIAAAA …

 

Opublikowane w: on wrzesień 9, 2007 at 10:51 pm Komentarze (11)

Już Dwa Latka !

No to 2 latka nam stuknęły !! :)

 

W ramach świętowania zafundowaliśmy sobie Dzień Lenia oraz wypasiasty Obiad w wyszukanej knajpce.

 

Mniam

 

Smażone kreweteczki z czosneczkiem na przystawkę.
Na główne danie Chateaubriand z dodatkami w postaci warzyw i fryteczek. Naprawdę doobree czerwone winko dopełniło poprawiło tylko smaczek.
A na deserek Volcano de Chocolate, słodkie ale Mniamuśne. No i standardowo po tym wszystkim Kawusia :)
Trzeba przyznać – po 2 godzinach w Restauracji bardzo ciężko było się ruszyć ;)

 

Wieczorem, dla dopełnienia tradycji napiliśmy się po kielonku (znaczy filiżance ;) ) naszej Weselnej Wódeczki … bleah … Zostało nam jej jeszcze chyba na następne 10 lat hihihi

 

Dopełnieniem tego wspaniałego święta była dzisiejsza Niespodzianka – Piękny Kwiatowy Bukiet od naszych Mamuś kochanych :D
Dzięki Mamuśki, kwiaty są Śliczne i pomysł Przedni !

 

Co śmiesznego? Kwiaty przyszły oczywiście Pocztą Kwiatową, z dołączonym bilecikiem, oczywiście po polsku. Mamy nie dały hiszpańskim Kwiaciarzom prostego zadania – wierszyk był dłuuugi i zawiły, a oni go Ręcznie przepisali :)

 

Czekamy na oryginał w komentarzyku :)

 

(…)

 

Co do tradycji weselnych – najbardziej spodobała nam się ta, w której w pierwszą rocznicę ślubu na szczęście pali się bukiet ślubny i wypija wódkę weselną z własnego wesela oczywiście.

Bukiet został spalony rok temu na kamienistej plaży, nocą pod namiotem, natomiast kwestie z wódką trochę urozmaiciliśmy i postanowiliśmy co roku pić po kielonku.

… a jak się skończy to zrobimy sobie Odnowienie Ślubu i Drugie Wesele i będziemy mieć następną Weselną do rozpijania :D

 

(…)

 

A teraz Specjalnie dla Mojego Wspaniałego Męża:

 

Kocham Cię Bardzo Misiaku !!!
I jest mi z Tobą Cudoowniee !!!
Gorące Buziaczki :*

Opublikowane w: on sierpień 21, 2007 at 5:54 pm Komentarze (3)

Ale o co chodzi?

Jak wspominałam gdzieś na samym początku mojego bloga w ramach zarobkowania wykonujemy m.in. strony internetowe dla tutejszych ludzi. Wiąże się to niestety z kontaktami z nimi i mnóstwem absurdów. Jednak dziś absurd ten osiągnął taki rozmiar, że nie potrafię o tym nie napisać :) .
Zresztą sami poczytajcie i może ktoś mi wytłumaczy – O co tu w ogóle chodzi? ;)

 

Otóż wykonanie strony wiąże się z nabyciem domeny dla tejże strony, czyli zakupieniem adresu internetowego. Domenę kupuje się zazwyczaj na roczny okres czasu. I tenże rok właśnie mija, toteż zmuszeni jesteśmy odnowić kontakty z naszymi starymi klientami, w celu pobrania od nich odpowiedniej ilości gotówki :)

Tak więc wysyłamy do nich maila z przypomnieniem o zbliżającym się końcu domeny. Oni oczywiście nigdy maili nie odbierają, bo przecież to kanaryjczycy, więc po jakimś czasie wysyłamy im smsa, bo nie chce nam się z nimi gadać :) , itd.
No i tak było również dziś.

 

Wysłałam smsa do pana nazwijmy go Antonio, z apartamentów. Sms o treści:

„Hello, your domain is about to expire. If you want to validate it for next year please contact us. The last day to do that is … and it costs … Euros. Regards.”

W tłumaczeniu na polski to mniej więcej: „Cześć, twoja domena wygasa, jak chcesz ją przedłużyć to się z nami skontaktuj do tej daty. Koszt wynosi iles Euro. Pozdrawiamy.”

 

Na co otrzymaliśmy odpowiedź.
Ewidentnym oczywiście sukcesem było, że ją wogóle otrzymaliśmy, bo kanaryjczycy nie odpowiadają raczej na takie wiadomości. Chyba wydaje im się, że to nam powinno zależeć, żeby ich strona była w sieci… No ale to dłuższa historia, na inną okazję :)
Tylko CO to była za odpowiedź !

 

No więc odpowiedź brzmiała tak:

„Me gustaria reservar 5 noches. Llamame cuando pueda. Gracias.”

W wolnym tłumaczeniu: “Chcę zarezerwować 5 nocy. Zadzwoń do mnie jak będziesz mógł. Dzięki.”

 

Hm.. hmm… hmmmm……

 

Przyznam, że wcięło mnie trochę. Patrzyłam się w tego sms-a, patrzyłam i nic nie zakumałam. No, może trochę zgłupiałam. Po 10 minutach doszłam do następujących wniosków:

  • pan zmienił nr telefonu i napisałam do kogoś innego
  • pan się za dużo koki nawciągał
  • mieszkam na Kanarach :)

 

Jak ktoś ma inne koncepcje to czekam na propozycję, bo obawiam się, że sama nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie: „Ale o co tu właściwie chodzi?”

Opublikowane w: on sierpień 14, 2007 at 7:49 pm Komentarze (3)

Budowa domu po Kanaryjsku

Z cyklu: Tylko na kanarach odc. 2

 

Zaraz obok naszego mieszkanka buduje się kolejny dom, identyczny jak nasz zresztą.
Od rana do wieczora robotnicy łażą w tą i w tamtą udając, że coś robią, no i hałasując oczywiście ile wlezie.

Wszystko ładnie pięknie, ale któregoś dnia postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej postępom pracy.

 

Budowała się akurat ściana dokładnie naprzeciwko naszego okna z salonu.

Pan robotnik bardzo skrupulatnie wymierzał odległości, opukiwał każdą cegiełkę, drapał się w główkę, sprawdzał czy oby napewno jest równo itd, itp.

Dokładny, skrupulatny, przykładający się do pracy. Chciałoby się rzec – Idealny Pracownik !

 

Hmm.. Chciałoby się … gdyby nie fakt, że przez cały dzień swojej pracy położył 5,5 cegły i do tego całkiem krzywo !

 

Ot, Canarias Style :D

Opublikowane w: on sierpień 12, 2007 at 12:52 am Dodaj komentarz

Kalima – Temperaturowa Masakra

 

Generalnie Kalima to ciepły (gorący) wiatr z nad Sahary, niosący ze sobą drobinki pustynnego piasku. Bardzo charakterystyczny na Wyspach Kanaryjskich.

Kalima pojawia się co jakiś czas, powodując nagły wzrost temperatury, zmniejszenie przejrzystości powietrza (czasem nie widać najbliższych wzniesień!) oraz napływ nowych pokładów piasku. Piaseczek ten jest bardzo dobrze wyczuwalny, widoczny (piach osadza się dosłownie wszędzie) i bardzo „miło” chrzęści w zębach :)

Zasadniczo kalima nie jest zjawiskiem bardzo męczącym. Trwa kilka dni, a temperatury nie są z reguły zabijające. Raczej po prostu jest troszkę cieplej.

 

Piszę: Raczej, bo zdarzają się przypadki Termicznej Masakry. Jak na przykład ta z przed tygodnia…

 

Zaczęło się całkiem niewinnie.
W sumie temperatura 36 stopni to jeszcze nie tragedia. I to w środku dnia w pełnym słońcu.

No, ale następny dzień i 45 stopni!! To już lekka przesada! Strach otworzyć okno! My zresztą szybko wszystkie zabarykadowaliśmy i dodatkowo spuściliśmy rolety, żeby zyskać choć troszkę chłodka.

 

Ale mury się nagrzewają…

 

W nocy temperatura spadła do 39. Nie muszę chyba mówić, że nie było czym oddychać, tak że mowy nie było o słodkim śnie. Robiliśmy wszystko – począwszy od przeniesienia się na dół (bo na dole chłodniej), na moczeniu w zimnej wodzie włącznie.
Noc jakoś minęła.

 

Ale Kalima Nie !

 

Kolejny dzień, 46 stopni w cieniu, w domu coraz cieplej. Wychodząc na powietrze czuło się jak w piekarniku. Właśnie – żeby tylko było gorąco, ale dodatkowo wiał cały czas ten okropny, gorący wiatr.

Całe szczęście mamy klimę w samochodzie, więc jeździliśmy pół dnia naokoło i się chłodziliśmy. I szukaliśmy na termometrach najwyższej możliwej temperatury.

Najwyższa Udokumentowana była na Avenida de Canarias na aptecznym neonie i wynosiła, bagatela, tylko 51 stopni :D
Jest w Vecindario również termometr, który zawsze zawyżał temperaturę, i to o jakieś 10 stopni. Z ciekawości pojechaliśmy sprawdzić co pokazuje on. Hmm.. niestety, temperatura przekroczyła skalę tego termometru i pokazywał już tylko same kreseczki :D .

Oczywiście przy tej temperaturze również mózg się gotuje. Mowy więc nie było o żadnej pracy. Męcząco naprawdę. Najgorzej jednak w nocy, bo spać się nie dało.

Zimne moczenie w wannie co godzina, spanie na gołej podłodze, chłodzenie się zimnymi napojami.. To wszystko było mało.
Czekaliśmy więc cierpliwie na łaskę kalimki.

 

I już następnego dnia – ochłodzenie. Tylko 42 stopnie JUPI ! :D . Potem na szczęście z dnia na dzień coraz mniej.

 

 

Czwartego dnia odważyliśmy się otworzyć okna …

 

 

Dziś minął tydzień od kalimy, na dworzu słodkie 29-30 stopni i chłodny wiaterek :D .

 

(…)

 

Swoją drogą ciekawe, że wiatry potrafią przenieść piasek na takie odległości od Sahary. Gran Canaria ma jakieś 100km do Afrykańskiego lądu, ale przecież kalima dociera także na dalsze wyspy archipelagu kanaryjskiego. No i jaka musi panować temperatura na pustyni, że powietrze nie ochładza się przez drogę min.100 km oceanu? I jaka tam musiała być temperatura, że u nas było 50 stopni ???

Opublikowane w: on sierpień 5, 2007 at 2:14 pm Dodaj komentarz

Kanaryjska Kuchenka

Z cyklu: Tylko na Kanarach :)

 

Po przeprowadzce naturalnie zapragnęliśmy skorzystać z otrzymanych urządzeń użytku codziennego. W pierszej kolejności postanowiliśmy coś zjeść i napić się herbatki. Jednym słowem – padło na Kuchenkę.

 

Informacja techniczna w telegraficznym skrócie:

Kuchenka jest firmy Teka (nic nadzwyczajnego), jest w pełni elektryczna, regulacja mocy palników za pomocą standardowych pokręteł ze skalą od 1-6 i zerem oznaczającym wyłączenie kuchenki.

 

Ale – gotujemy herbatkę w naszym hmm.. „czajniku”, czyli garnku :) Miała być szybko więc wstawiliśmy wodę na większy palnik i rozkręciliśmy na Maxa, czyli na 6.

 

Czekamy, czekamy….

 

czekamy…

 

czekamy i czekamy…

 

A woda jak była zimna, tak zimna jest.

 

Myślimy sobie, cóż pewnie ta kanaryjska produkcja taka sprawna, że nie grzeje. Staliśmy nad tą kuchenką, a ona nic.
Mike w pewnym momencie dotyka palników (wszystkie rozkręciliśmy na 6ke) i mówi: „kurcze normalnie jakby na minimum były ustawione! Co za absurd !”
Na to ja ze śmiechem: „Hehe, przełącz na 1-kę to może tam zadziała jak na 6ce powinna”.

 

Przełączyliśmy i…

 

… i w sumie to nas już tu chyba nic nie powinno zadziwić :) .

 

Kanaryjska Kuchenka – cała na opak :D . Tam gdzie wszystkie standardowo grzeją na maxa, ona ledwo co ciepła daje, a tam gdzie powinna być letnia to grzeje na maxa.

 

I bądź tu człowieku mądry :D

(…)

Najśmieszniej jednak było, jak któregoś dnia gotował u nas nasz kanaryjski kolega i też się na to nabrał :D

Opublikowane w: on sierpień 1, 2007 at 11:11 pm Dodaj komentarz

Przeprowadzamy się, czyli Ja i Moje 3 łazienki

TAAAAAAK! Tyle o tym mówiliśmy i w końcu udało się! Przeprowadziliśmy się!

Chodziliśmy koło tego mieszkania chyba z pół roku, oczywiście nie zaglądając nawet do niego. Patrzyliśmy tylko na ogłoszenie w oknie “Se Alquila”. No i zaglądaliśmy przez bramę na patio budynku z basenem.

To był IMPULS.
Zadzwonił nasz znajomy Krzych, że sobie wynajmuje duplex. Skojarzyliśmy, że to może być tam. A wiadomość, że jest to dwupoziomowe mieszkanko zrobiła wrażenie. Czegoś takiego właśnie szukaliśmy! Dodatkowo przyszedł niespodziewany zastrzyk finansowy. Na cóż było więc czekać? Zadzwoniliśmy, umówiliśmy się, obejrzeliśmy i..

Dwa dni później odebraliśmy klucze JUPI !!!

 

Hmm, pozostała oczywiście sprawa mieszkania, które do tej pory wynajmowaliśmy. Ale tak go mieliśmy dość, że nawet chwilę się nie wahaliśmy żeby je opuścić. W piątek powiedzieliśmy Juanowi, że od poniedziałku nas nie ma. Szczęśliwy nie był oczywiście, no ale wszystkich uszczęśliwić na raz się nie da hehe.

Przeprowadzka była ciężka. Nie wiem jak to się stało, ale przez ten rok z kawałkiem naskładało nam się tyle bambetli, że woziliśmy je na kilka razy. Zresztą wcale się nie spieszyliśmy – spokojnie uprzątaliśmy nowe mieszkanko i wprowadzaliśmy nasz skromny “majątek”.
Problemem oczywiście było przeniesienie telefonu. Znaczy problem to niedobre słowo. Chodzi o to, że nasze zarobki są oparte na internecie, tak że każdy dzień bez neta to strata pieniążka. No a teraz, skoro zmieniliśmy Standard Życia – każdy grosz był ważny. Przeprowadzka telefonu miała trwać do tygodnia. No ale Polaki som mondre i sprytne – w ten ostateczny poniedziałek powiedzieliśmy Juanowi, że będziemy do środy sprzątać. A on patrząc na te 3 rzeczy, które zostały w mieszkaniu i absolutnie sprzątania nie wymagały, tylko kiwnął głową i powiedział “Muy bien” :) . Tymże sposobem netu nie mieliśmy jeden wieczór, bo już w czwartek rankiem przyszedł pan i podłączył linie w naszym Nowym Domku :D .

(…)

No to teraz może o Naszym Mieszkanku.

Nasze Małe Mieszkanko ma 91 m2, jest dwupoziomowe.
Na górze ma sypialnie z przyległą do niej łazienką, drugą sypialnię, trzeci pokój, z którego zrobiliśmy biuro oraz łazienkę nr 2.
Dolne piętro to salon, kuchnia, wucecik i solana (takie miejsce z pralką).
Do tego mamy do dyspozycji garażyk, piwniczkę oraz wszelkie dobra należące do wspólnoty budynku czyli: basen, pomieszczenie do squasha i pewnie w przyszłości siłownię (na razie tylko napis jest :) ).

Wszędzie są OKNA, jest JASNA podłoga i JASNE meble. Woda starcza na 3 wanny albo i więcej (mamy tylko dwie więc spokojnie się wyrabiamy hehe). Pralka nie cieknie, jest piekarnik, kibel nie śmierdzi, nie ma mrówek i innych robaków. Nie dzwonią narkomani, nie śmierdzi papierochami. Może mamy trochę dalej do cywilizacji (czyt. sklepów) ale…

Jest po prostu C U D O W N I E !!!

Przeprowadzka obudziła w nas chęć meblowania i sprawiania nowych rzeczy do mieszkanka. Tak więc w końcu mamy mopa i szczotkę do zamiatania oraz odciekarkę do sztućców (w poprzednim miejscu uznaliśmy, że są to zbędne wydatki hehe). Urządziliśmy też sobie prawdziwe biuro, czyli kupiliśmy 2 biureczka i na razie 1 fotel (ale drugi będzie niedługo). W końcu po ponad roku klikania w naszym “biurze”, czyli w szafie wnękowej mamy coś przy czym można swobodnie siedzieć i nie narażać się na skrzywienia kręgosłupa i innych kości :D

No a dziś przyjeżdża do nas Pierwszy Gość, czyli Marta. Od rana więc odbywało się sprzątanie. No cóż, zajmuje więcej niż w przeciętnej wielkości domu… No i te TRZY łazienki! 3 kible, 3 umywalki, 2 bidety, 2 wanny i 2 lustra! :D
Tylko czy ktoś na to narzeka? Ja tam na razie NIE.

Jest S U P E R !
Mieszkamy tu 2 tygodnie i w końcu czuję się jak u siebie w Domu :D

(…)

Aaa, jeszcze z serii Historie Przeprowadzkowe, bo oczywiście nie mogło się obyć bez przygód :D Już w pierwszej godzinie przygotowywania mieszkanka do użytkowania, czyli odkurzania mebli doszło do bardzo bliskiego spotkania Mojej Głowy z Ramą Okienną :D Na szczęście obyło się bez szwów, choć krwawo nawet było hihihi Guz w każdym razie zakwitł śliczniusieńki :D

A teraz idę kończyć powitalne ciasto (1,5 roku bez piekarnika – teraz wszystko pieczone, zapiekankami już wymiotujemy :) ). Będzie również powitalne Danie czyli Kaczka Pieczona w brytfannie :D
A od jutra rana – na basenik !!

Opublikowane w: on lipiec 13, 2007 at 7:08 pm Komentarze (2)

Niedzielne grilowanie

Tydzień temu postanowiliśmy urządzić sobie niedzielnego grila na świeżym powietrzu. Jako miejsce docelowe wybraliśmy Barranco de Guayadeque – miejsce naszej kanaryjskiej imprezki. No i już w sobote zaopatrzyliśmy się w niezbędne przedmioty czyli mięsko.

W niedzielę z ranka przygotowaliśmy sobie szaszłyczki, bowiem to miało być naszym głównym daniem. Oczywiście szaszłyczki nie były kupne tylko sami je sobie ponadziewaliśmy na patyki :) . Wyglądały apetycznie z tym mięskiem, cebulką, pieczarkami i papryką…

Nie czekając dłużej wsiedliśmy w Sabinkę i pojechaliśmy.

Niestety nic nie może być idealne, tak więc po drodze przez Barranco, minęliśmy dziesiątki grilujących rodzin. Nie inaczej było na naszym miejscu. Tłum wygłodniałych kanaryjczyków, którzy w niedzielę przypomnieli sobie, że można czasem wyjść z domu dalej niż do knajpy na pizze i mecz :) .

Nie zrażeni pomknęliśmy z powrotem wypatrując jakiegoś innego wolnego, zdatnego do grilowania miejsca. Jednak żadne nam nie odpowiadało do końca, bo te z daleka wyglądające na odpowiednie nosiły ślady bytności ludzkiej (sądząc po różnych odpadkach i odchodach w krzaczkach).

Toteż w końcu postanowiliśmy wrócić z wałówką do domu i na spokojnie zrobić grila na tarasie :) .

Ostatecznie zamiast grila nasze szaszłyki usmażyliśmy na patelni, bo stwierdziliśmy, że za bardzo wieje, no i nie chciało nam się składać naszej Sypialni (czyli naszego Namiotu Na Tarasie) :) .

(…)

Nasza wycieczka, choć krótka nie okazała się oczywiście totalną porażką. W końcu w świetle dziennym mogliśmy obejrzeć całe Barranco de Guayadeque.
Faktycznie jest to chyba najbardziej zielone miejsce na Kanarach. Głównie ze względu na ukształtowanie. Ograniczone z obu stron górami, tak że nie ma tu tak wyraźnego wpływu gorącego słońca. Widoki jak zwykle piękne.

No i dodatkowo te mieszkania w skałach. Co jakiś czas można zobaczyć zagospodarowane skalne chatki, albo w połowie wykute w skale i w połowie z dobudowanym fragmentem domu, albo całkowicie jaskiniowe.

Przez całą drogę napotkaliśmy chyba ze 3 restauracje. Przy jednej z nich znaleźliśmy zachwycający Kościółek. Ja w pierwszej chwili nawet go nie zauważyłam, tak jest niepozorny. Cały wykuty w skale, w środku bardzo mały i bardzo skromny. Poza trzema figurkami na ołtarzu żadnej innej bogatszej ozdoby. Do tego wykuty w skale konfesjonał i ambona. Robi niesamowite wrażenie, także przez to że nie jest wogóle oświetlony.

Idąc w górę od Kościoła dochodzimy do kolejnego domu w skale. Naprawdę niesamowicie to wygląda. Tu taki kuty kurnik, gołębnik, drzwi w skalnej ścianie, no i żeby jednak potwierdzić to, że ktoś tam mieszka – suszące się pranie :) .

W Barranco znajduje się również Muzeum, ale jak to zwykle bywa, poskąpiliśmy grosza i nie poszliśmy.
Poczekamy aż przyjadą jacyś goście do nas, to wtedy razem wybierzemy się ukulturalniać :D .

Opublikowane w: on czerwiec 17, 2007 at 8:43 pm Dodaj komentarz