Temat: Różnice w polsko-kanaryjskich produktach żywieniowych
Generalnie wiadomo – co kraj to obyczaj. I tyczy się to wszystkiego, w tym także jedzenia.
Jak to jest w Polsce to wszyscy wiemy, więc nie będę pisać co się u nas w polskich sklepach znajduje
Zatem od razu przechodzę do Kanarów.
Podstawą jest tu oczywiście jedzenie typowo śródziemnomorskie – wszelkiego typu owoce morza, te wszystkie ośmiornice, kraby, homary, langusty, krewetki, małże, muszle i inne robale. Wyglądają naprawdę niesamowicie na sklepowych stoiskach, szczególnie wtedy jak są jeszcze żywe i ruszają szczypcami
. Do tego te nietypowe ryby, niektóre ogroooomne i sprzedawane w całości. Fajna i ciekawa, ale niezbyt pięknie wyglądająca jest Rape, czy po polsku to będzie Żabnica
.
Mięsa – w zasadzie nie odbiegają od naszych standardów, z tą różnicą, że to co u nas drogie tu jest tanie, no i inny jest sposób jego dzielenia. I, co początkowo jest trochę szokujące – m.in. kurczaki, króliki, przepiórki sprzedaje się z łebkami!
Owoce – głównie cytrusy. Kanary słyną ze swoich ponoć najsłodszych (potwierdzam !) bananów. Zajebistą rzeczą jest pójść do sklepu i kupić sobie pół takiej wielkiej kiści słodziusich, pyszniusich bananków /mniam/. Poza tym oczywiście w nieograniczonych ilościach: pomarańcze, cytryny, mandarynki, brzoskwinie, melony, arbuzy, ananasy, winogrona, jabłka i gruszki itp.
Co jeszcze? Słodycze. Hmm.. Wejście w półki ze słodyczami naprawdę załamuje – wszystko pakowane w paczki dla rodzin wielodzietnych chyba, nawet lody (np. takie w rożkach) pakowane są w pudełka po min. 6 sztuk. Wafelki, batoniki – wszystko po x-sztuk, wszystko w rozmiarze XXXL. Masakra. Nie dziwne, że wokoło sami “pełno-biodrzasto-brzusiaści” ludzie. Generalnie – co u nas wydaje się być słodkim to tu chyba uchodzi za produkt dietetyczny. Tu wszystko ocieka cukrem i słodyczą. Przykładem może być np dżem z “cabellos de angel” czy jakoś tak – zawierał ni mniej ni więcej tylko.. 65% cukru w swoim składzie !!
Zresztą jeśli chodzi o produkty pakowane, to niestety wszystkie są pakowane w jakieś chorej wielkości paczki. Albo miniaturowe, albo totalnie ogromne
Poza tym wszędzie dookoła wiszące Jamony (znaczy się świńskie suszone nogi), tortille (nazwijmy to omletami jajeczno-ziemniaczanymi, bardzo smaczne zresztą), croissanty i sama już nie wiem co jeszcze
Niby wszystko ładnie pięknie – żarcia jak widać różnorakiego od cholery, do wyboru do koloru. Ale… Ale wszystko po kolei…
Zacznijmy od klimatu. Upały, brak deszczu raczej nie sprzyjają uprawom. Do tego dochodzi mocno górzyste ukształtowanie powierzchni oraz urodzajność, a raczej brak urodzajności gleb – podłoże, bo trudno tu mówić o ziemi, jest suche i skaliste.
Kolejną rzeczą mającą wielki wpływ na rynek Kanarów jest fakt, że jest to wyspa – jest więc mocno uzależniona od rynków zewnętrznych, od tego co sobie zaimportuje.
I stąd – mamy braki niektórych produktów, bądź mniejszą ich różnorodność.
I tak Por Ejemplo:
Ze świeczką szukać tu korzenia pietruszki czy selera. Po prostu tego nie ma.
To samo tyczy się wszelkiego rodzaju kasz i chrzanu.
Ostatnio zdziwiliśmy się bo w sklepie były zwyczajne (a nie ugotowane) buraki i kalarepa.
W mocno minimalnych ilościach, i nie zawsze można znaleźć tu kapustę kiszoną czy drożdże. O kiszonych ogórkach można zapomnieć wogóle, zresztą tak samo jak i o zwykłym, krowim białym serze twarogowym. Skąd tu w końcu krowi ser skoro tu krowy nawet nie ma !! Powaga – ani jednej !!
Nie ma zwykłego normalnego chleba (baltonowskiegooooooooo…). Same bułki – bagietkowe oczywiście, jak się trafi czasem na kajzerkę to jest ona mocno kamienna
, a chleb to taki dmuchany, rozpadający się, jak u nas z carrefoura zazwyczaj. Jedyne co jest zjadliwe to ciabatki…
Produktów można tak mnożyć, bo gdzież nasze budynie, kisiele i śnieżka? Gdzie nasze wedlowskie ptasie mleczko? Gdzie wisienki? Gdzie nasze pączki w miejsce tych okropnych amerykańskich donutów?
Ot, Polskie przyzwyczajenia
Mamy te swoje polskie żołądki
. Poważnie to jedzenie tu jest naprawdę fajne i dobre, ale czasem brakuje takiego polskiego akcentu: bigosu, barszczyku czerwonego…
No i nie jest tak strasznie źle – jak ktoś wie gdzie szukać to naprawdę wiele jednak się tu znajdzie
W Las Palmas na przykład jest zajebisty sklep rosyjski Troika – właśnie dziś w nim byliśmy i chyba stąd mi się zebrało na pisanie o żarełku 
Sklepik niewielki, a ile radości wnosi – pośród tych 2 półek na krzyż można skakać w tą i z powrotem, bo tu kasze wszelkiego rodzaju (do tej pory przysyłaliśmy sobie je z Polski), tu przyprawy, tu ogórki, tu chrzan, prawdziwa kiełbasa, uszka do barszczu… Radocha na maxa !!
(…)
A na Tłusty Czwartek to pączki samiśmy sobie usmażyli. Ale były za to przepyszne, zresztą nigdy wcześniej nie zjadłam ich tylu (chyba z 15!) hehehe.
PS. Od poniedziałku non-stop słońce i upał
Temperatura sięga 28 stopni, a jest połowa lutego !!
Żyć, nie umierać