Idziemy do kina…

Otóż postanowiliśmy w końcu wybrać się do kina. No, w zasadzie miał to być nasz drugi raz podczas pobytu na wyspie. Pierwszy był w bożonarodzeniowe święta, a ten wielce ambitny film, na który się wybraliśmy zwał się „Dzielny Despero” i był bajką o myszach i szczurach…

I tu przydałoby się kilka słów wprowadzenia w sytuację. Otóż na Kanarach, tudzież w całej Hiszpanii, wszelkie filmy w kinach są albo dubbingowane, albo z lektorem. Nijak nie ma możliwości wybrać seansu w oryginalnej wersji językowej z hiszpańskimi napisami. Ot, po prostu naród hiszpański nie lubi zbytnio myśleć i musi mieć podane wszystko tak, by się nie zmęczyć za bardzo. Czytanie napisów, gdy na ekranie przesuwa się obraz mogłoby się okazać dla nich zbyt trudne, jeśli w ogóle nie awykonalne :)

Tak więc znając te kilka faktów nikogo już nie powinno zdziwić, że nie chodziliśmy przez te ponad 3 lata do kina oraz to, że wybraliśmy sobie do oglądania bajkę. Cóż, nasza znajomość hiszpańskiego nadal nie należy do najlepszych, ale staramy się rozwijać w tym kierunku. Stąd postanowiliśmy pójść na coś bardziej ambitnego. Tym razem miał być to nowy Harry Potter :) Pomyśleliśmy, że co jak co, ale jak czegoś nie zrozumiemy to i tak mała strata, za to fajnie coś obejrzeć, a przy okazji sprawdzić jak się ma nasz poziom językowy.

Sprawdziliśmy rozkład. Film był na 23:30 w pobliskim kinie. Wyszliśmy z domu sporo wcześniej, bo uparliśmy się, że chcemy chrupać na filmie M&M’sy i musieliśmy wstąpić po nie do Carrefoura (w zestawach kinowych niestety ich nie oferowali). Oczywiście halę zamknęli nam przed nosem, więc z orzeszków nici. Ale zawsze pozostawał popcorn. Stanęliśmy więc w kolejce do kas. W jednej z dwóch. Stoimy sobie, stoimy, ludzie tam marudzą przy kasie, chyba ciężko im się zdecydować na miejsca, czy może w ogóle na seans. Niektórzy tu w ogóle nie wiedzą czego chcą więc wszystko jest możliwe :) Trzy osoby przed nami, a tu pani przykleja wielką kartkę „Klimatyzacja popsuta, przepraszamy za utrudnienia”. Normalnie nic strasznego, ale akurat od dwóch dni był upał ponad 40 stopni i bez klimy po prostu było troszkę.. ciężkawo. W każdym razie, pani przykleja tę wielką kartkę, więc mówię do mężulka: „Normalnie ktoś chyba chce, żebyśmy nie poszli do tego kina. Najpierw zamknęli nam M&M’sy, a teraz jeszcze klimę popsuli”. Ledwo skończyłam to mówić, a pani w kasie wystawiła kartkę „Caja cerrada” (kasa zamknięta) i sobie poszła zostawiając całą kolejkę samej sobie. Absurd totalny! Desperaci ustawili się na końcu tej drugiej, by kolejny raz spróbować kupić bilet. Ale dla nas to było zbyt wiele :) Stwierdziliśmy, że pewnie przerwą seans, popsuje się ekran, podpali się kino, albo stanie się coś jeszcze innego, więc lepiej nie iść :)

Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Idziemy jutro :D

I będą M&M’sy :D

Na koniec pozdrawiam wszystkich z 40-stopniowych upałów. Jest okropnie. Czekamy na deszcz. Albo chociaż 10 stopni mniej :)

Opublikowane w:  on Sierpień 2, 2009 at 11:20 pm Dodaj komentarz

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://mygrancanaria.wordpress.com/2009/08/02/idziemy-do-kina/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Leave a Comment