Minęło trochę czasu od mojego ostatniego posta, ale niewiele się zmieniło. Powoli przyzwyczailiśmy się chyba do tego jak wygląda życie na Kanarach, no a w szczególności oczywiście na naszej Gran Canarii
Ale, jak to my – nie umiemy za długo usiedzieć w jednym miejscu. A skoro nasza wyspa nam jest znana, to wyruszyliśmy obejrzeć sąsiednią. Tym razem byliśmy na Lanzarote. Co prawda było to w styczniu, ale dopiero teraz zebrałam się by opisać naszą tygodniową wycieczkę. Oczywiście już podaje linka dla chętnych poczytać o tej wysepce:
W telegraficznym skrócie:
Lanzarote jest kolejną wyspą, jaką odwiedziliśmy i jest totalnie różna od pozostałych. Zresztą jak się okazuje, pomimo że wchodzą one (wyspy kanaryjskie) w skład jednego archipelagu i leżą w tej samej strefie klimatycznej, to każda jest inna. Wracając – nie da się jednym zdaniem określić tej wyspy. Jest spójna, zielona, w sumie ładna na swój sposób. Zasadniczo bardzo nam się spodobała. Zresztą, co ja się będę tu uzewnętrzniać – poczytajcie sami na blogu o Lanzarote