Już Dwa Latka !

No to 2 latka nam stuknęły !! :)

 

W ramach świętowania zafundowaliśmy sobie Dzień Lenia oraz wypasiasty Obiad w wyszukanej knajpce.

 

Mniam

 

Smażone kreweteczki z czosneczkiem na przystawkę.
Na główne danie Chateaubriand z dodatkami w postaci warzyw i fryteczek. Naprawdę doobree czerwone winko dopełniło poprawiło tylko smaczek.
A na deserek Volcano de Chocolate, słodkie ale Mniamuśne. No i standardowo po tym wszystkim Kawusia :)
Trzeba przyznać – po 2 godzinach w Restauracji bardzo ciężko było się ruszyć ;)

 

Wieczorem, dla dopełnienia tradycji napiliśmy się po kielonku (znaczy filiżance ;) ) naszej Weselnej Wódeczki … bleah … Zostało nam jej jeszcze chyba na następne 10 lat hihihi

 

Dopełnieniem tego wspaniałego święta była dzisiejsza Niespodzianka – Piękny Kwiatowy Bukiet od naszych Mamuś kochanych :D
Dzięki Mamuśki, kwiaty są Śliczne i pomysł Przedni !

 

Co śmiesznego? Kwiaty przyszły oczywiście Pocztą Kwiatową, z dołączonym bilecikiem, oczywiście po polsku. Mamy nie dały hiszpańskim Kwiaciarzom prostego zadania – wierszyk był dłuuugi i zawiły, a oni go Ręcznie przepisali :)

 

Czekamy na oryginał w komentarzyku :)

 

(…)

 

Co do tradycji weselnych – najbardziej spodobała nam się ta, w której w pierwszą rocznicę ślubu na szczęście pali się bukiet ślubny i wypija wódkę weselną z własnego wesela oczywiście.

Bukiet został spalony rok temu na kamienistej plaży, nocą pod namiotem, natomiast kwestie z wódką trochę urozmaiciliśmy i postanowiliśmy co roku pić po kielonku.

… a jak się skończy to zrobimy sobie Odnowienie Ślubu i Drugie Wesele i będziemy mieć następną Weselną do rozpijania :D

 

(…)

 

A teraz Specjalnie dla Mojego Wspaniałego Męża:

 

Kocham Cię Bardzo Misiaku !!!
I jest mi z Tobą Cudoowniee !!!
Gorące Buziaczki :*

Opublikowane w:  on sierpień 21, 2007 at 5:54 pm Komentarze (3)

Ale o co chodzi?

Jak wspominałam gdzieś na samym początku mojego bloga w ramach zarobkowania wykonujemy m.in. strony internetowe dla tutejszych ludzi. Wiąże się to niestety z kontaktami z nimi i mnóstwem absurdów. Jednak dziś absurd ten osiągnął taki rozmiar, że nie potrafię o tym nie napisać :) .
Zresztą sami poczytajcie i może ktoś mi wytłumaczy – O co tu w ogóle chodzi? ;)

 

Otóż wykonanie strony wiąże się z nabyciem domeny dla tejże strony, czyli zakupieniem adresu internetowego. Domenę kupuje się zazwyczaj na roczny okres czasu. I tenże rok właśnie mija, toteż zmuszeni jesteśmy odnowić kontakty z naszymi starymi klientami, w celu pobrania od nich odpowiedniej ilości gotówki :)

Tak więc wysyłamy do nich maila z przypomnieniem o zbliżającym się końcu domeny. Oni oczywiście nigdy maili nie odbierają, bo przecież to kanaryjczycy, więc po jakimś czasie wysyłamy im smsa, bo nie chce nam się z nimi gadać :) , itd.
No i tak było również dziś.

 

Wysłałam smsa do pana nazwijmy go Antonio, z apartamentów. Sms o treści:

„Hello, your domain is about to expire. If you want to validate it for next year please contact us. The last day to do that is … and it costs … Euros. Regards.”

W tłumaczeniu na polski to mniej więcej: „Cześć, twoja domena wygasa, jak chcesz ją przedłużyć to się z nami skontaktuj do tej daty. Koszt wynosi iles Euro. Pozdrawiamy.”

 

Na co otrzymaliśmy odpowiedź.
Ewidentnym oczywiście sukcesem było, że ją wogóle otrzymaliśmy, bo kanaryjczycy nie odpowiadają raczej na takie wiadomości. Chyba wydaje im się, że to nam powinno zależeć, żeby ich strona była w sieci… No ale to dłuższa historia, na inną okazję :)
Tylko CO to była za odpowiedź !

 

No więc odpowiedź brzmiała tak:

„Me gustaria reservar 5 noches. Llamame cuando pueda. Gracias.”

W wolnym tłumaczeniu: “Chcę zarezerwować 5 nocy. Zadzwoń do mnie jak będziesz mógł. Dzięki.”

 

Hm.. hmm… hmmmm……

 

Przyznam, że wcięło mnie trochę. Patrzyłam się w tego sms-a, patrzyłam i nic nie zakumałam. No, może trochę zgłupiałam. Po 10 minutach doszłam do następujących wniosków:

  • pan zmienił nr telefonu i napisałam do kogoś innego
  • pan się za dużo koki nawciągał
  • mieszkam na Kanarach :)

 

Jak ktoś ma inne koncepcje to czekam na propozycję, bo obawiam się, że sama nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie: „Ale o co tu właściwie chodzi?”

Opublikowane w:  on sierpień 14, 2007 at 7:49 pm Komentarze (3)

Budowa domu po Kanaryjsku

Z cyklu: Tylko na kanarach odc. 2

 

Zaraz obok naszego mieszkanka buduje się kolejny dom, identyczny jak nasz zresztą.
Od rana do wieczora robotnicy łażą w tą i w tamtą udając, że coś robią, no i hałasując oczywiście ile wlezie.

Wszystko ładnie pięknie, ale któregoś dnia postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej postępom pracy.

 

Budowała się akurat ściana dokładnie naprzeciwko naszego okna z salonu.

Pan robotnik bardzo skrupulatnie wymierzał odległości, opukiwał każdą cegiełkę, drapał się w główkę, sprawdzał czy oby napewno jest równo itd, itp.

Dokładny, skrupulatny, przykładający się do pracy. Chciałoby się rzec – Idealny Pracownik !

 

Hmm.. Chciałoby się … gdyby nie fakt, że przez cały dzień swojej pracy położył 5,5 cegły i do tego całkiem krzywo !

 

Ot, Canarias Style :D

Opublikowane w:  on sierpień 12, 2007 at 12:52 am Dodaj komentarz

Kalima – Temperaturowa Masakra

 

Generalnie Kalima to ciepły (gorący) wiatr z nad Sahary, niosący ze sobą drobinki pustynnego piasku. Bardzo charakterystyczny na Wyspach Kanaryjskich.

Kalima pojawia się co jakiś czas, powodując nagły wzrost temperatury, zmniejszenie przejrzystości powietrza (czasem nie widać najbliższych wzniesień!) oraz napływ nowych pokładów piasku. Piaseczek ten jest bardzo dobrze wyczuwalny, widoczny (piach osadza się dosłownie wszędzie) i bardzo „miło” chrzęści w zębach :)

Zasadniczo kalima nie jest zjawiskiem bardzo męczącym. Trwa kilka dni, a temperatury nie są z reguły zabijające. Raczej po prostu jest troszkę cieplej.

 

Piszę: Raczej, bo zdarzają się przypadki Termicznej Masakry. Jak na przykład ta z przed tygodnia…

 

Zaczęło się całkiem niewinnie.
W sumie temperatura 36 stopni to jeszcze nie tragedia. I to w środku dnia w pełnym słońcu.

No, ale następny dzień i 45 stopni!! To już lekka przesada! Strach otworzyć okno! My zresztą szybko wszystkie zabarykadowaliśmy i dodatkowo spuściliśmy rolety, żeby zyskać choć troszkę chłodka.

 

Ale mury się nagrzewają…

 

W nocy temperatura spadła do 39. Nie muszę chyba mówić, że nie było czym oddychać, tak że mowy nie było o słodkim śnie. Robiliśmy wszystko – począwszy od przeniesienia się na dół (bo na dole chłodniej), na moczeniu w zimnej wodzie włącznie.
Noc jakoś minęła.

 

Ale Kalima Nie !

 

Kolejny dzień, 46 stopni w cieniu, w domu coraz cieplej. Wychodząc na powietrze czuło się jak w piekarniku. Właśnie – żeby tylko było gorąco, ale dodatkowo wiał cały czas ten okropny, gorący wiatr.

Całe szczęście mamy klimę w samochodzie, więc jeździliśmy pół dnia naokoło i się chłodziliśmy. I szukaliśmy na termometrach najwyższej możliwej temperatury.

Najwyższa Udokumentowana była na Avenida de Canarias na aptecznym neonie i wynosiła, bagatela, tylko 51 stopni :D
Jest w Vecindario również termometr, który zawsze zawyżał temperaturę, i to o jakieś 10 stopni. Z ciekawości pojechaliśmy sprawdzić co pokazuje on. Hmm.. niestety, temperatura przekroczyła skalę tego termometru i pokazywał już tylko same kreseczki :D .

Oczywiście przy tej temperaturze również mózg się gotuje. Mowy więc nie było o żadnej pracy. Męcząco naprawdę. Najgorzej jednak w nocy, bo spać się nie dało.

Zimne moczenie w wannie co godzina, spanie na gołej podłodze, chłodzenie się zimnymi napojami.. To wszystko było mało.
Czekaliśmy więc cierpliwie na łaskę kalimki.

 

I już następnego dnia – ochłodzenie. Tylko 42 stopnie JUPI ! :D . Potem na szczęście z dnia na dzień coraz mniej.

 

 

Czwartego dnia odważyliśmy się otworzyć okna …

 

 

Dziś minął tydzień od kalimy, na dworzu słodkie 29-30 stopni i chłodny wiaterek :D .

 

(…)

 

Swoją drogą ciekawe, że wiatry potrafią przenieść piasek na takie odległości od Sahary. Gran Canaria ma jakieś 100km do Afrykańskiego lądu, ale przecież kalima dociera także na dalsze wyspy archipelagu kanaryjskiego. No i jaka musi panować temperatura na pustyni, że powietrze nie ochładza się przez drogę min.100 km oceanu? I jaka tam musiała być temperatura, że u nas było 50 stopni ???

Opublikowane w:  on sierpień 5, 2007 at 2:14 pm Dodaj komentarz

Kanaryjska Kuchenka

Z cyklu: Tylko na Kanarach :)

 

Po przeprowadzce naturalnie zapragnęliśmy skorzystać z otrzymanych urządzeń użytku codziennego. W pierszej kolejności postanowiliśmy coś zjeść i napić się herbatki. Jednym słowem – padło na Kuchenkę.

 

Informacja techniczna w telegraficznym skrócie:

Kuchenka jest firmy Teka (nic nadzwyczajnego), jest w pełni elektryczna, regulacja mocy palników za pomocą standardowych pokręteł ze skalą od 1-6 i zerem oznaczającym wyłączenie kuchenki.

 

Ale – gotujemy herbatkę w naszym hmm.. „czajniku”, czyli garnku :) Miała być szybko więc wstawiliśmy wodę na większy palnik i rozkręciliśmy na Maxa, czyli na 6.

 

Czekamy, czekamy….

 

czekamy…

 

czekamy i czekamy…

 

A woda jak była zimna, tak zimna jest.

 

Myślimy sobie, cóż pewnie ta kanaryjska produkcja taka sprawna, że nie grzeje. Staliśmy nad tą kuchenką, a ona nic.
Mike w pewnym momencie dotyka palników (wszystkie rozkręciliśmy na 6ke) i mówi: „kurcze normalnie jakby na minimum były ustawione! Co za absurd !”
Na to ja ze śmiechem: „Hehe, przełącz na 1-kę to może tam zadziała jak na 6ce powinna”.

 

Przełączyliśmy i…

 

… i w sumie to nas już tu chyba nic nie powinno zadziwić :) .

 

Kanaryjska Kuchenka – cała na opak :D . Tam gdzie wszystkie standardowo grzeją na maxa, ona ledwo co ciepła daje, a tam gdzie powinna być letnia to grzeje na maxa.

 

I bądź tu człowieku mądry :D

(…)

Najśmieszniej jednak było, jak któregoś dnia gotował u nas nasz kanaryjski kolega i też się na to nabrał :D

Opublikowane w:  on sierpień 1, 2007 at 11:11 pm Dodaj komentarz