Tydzień temu postanowiliśmy urządzić sobie niedzielnego grila na świeżym powietrzu. Jako miejsce docelowe wybraliśmy Barranco de Guayadeque – miejsce naszej kanaryjskiej imprezki. No i już w sobote zaopatrzyliśmy się w niezbędne przedmioty czyli mięsko.
W niedzielę z ranka przygotowaliśmy sobie szaszłyczki, bowiem to miało być naszym głównym daniem. Oczywiście szaszłyczki nie były kupne tylko sami je sobie ponadziewaliśmy na patyki
. Wyglądały apetycznie z tym mięskiem, cebulką, pieczarkami i papryką…
Nie czekając dłużej wsiedliśmy w Sabinkę i pojechaliśmy.
Niestety nic nie może być idealne, tak więc po drodze przez Barranco, minęliśmy dziesiątki grilujących rodzin. Nie inaczej było na naszym miejscu. Tłum wygłodniałych kanaryjczyków, którzy w niedzielę przypomnieli sobie, że można czasem wyjść z domu dalej niż do knajpy na pizze i mecz
.
Nie zrażeni pomknęliśmy z powrotem wypatrując jakiegoś innego wolnego, zdatnego do grilowania miejsca. Jednak żadne nam nie odpowiadało do końca, bo te z daleka wyglądające na odpowiednie nosiły ślady bytności ludzkiej (sądząc po różnych odpadkach i odchodach w krzaczkach).
Toteż w końcu postanowiliśmy wrócić z wałówką do domu i na spokojnie zrobić grila na tarasie
.
Ostatecznie zamiast grila nasze szaszłyki usmażyliśmy na patelni, bo stwierdziliśmy, że za bardzo wieje, no i nie chciało nam się składać naszej Sypialni (czyli naszego Namiotu Na Tarasie)
.
(…)
Nasza wycieczka, choć krótka nie okazała się oczywiście totalną porażką. W końcu w świetle dziennym mogliśmy obejrzeć całe Barranco de Guayadeque.
Faktycznie jest to chyba najbardziej zielone miejsce na Kanarach. Głównie ze względu na ukształtowanie. Ograniczone z obu stron górami, tak że nie ma tu tak wyraźnego wpływu gorącego słońca. Widoki jak zwykle piękne.
No i dodatkowo te mieszkania w skałach. Co jakiś czas można zobaczyć zagospodarowane skalne chatki, albo w połowie wykute w skale i w połowie z dobudowanym fragmentem domu, albo całkowicie jaskiniowe.
Przez całą drogę napotkaliśmy chyba ze 3 restauracje. Przy jednej z nich znaleźliśmy zachwycający Kościółek. Ja w pierwszej chwili nawet go nie zauważyłam, tak jest niepozorny. Cały wykuty w skale, w środku bardzo mały i bardzo skromny. Poza trzema figurkami na ołtarzu żadnej innej bogatszej ozdoby. Do tego wykuty w skale konfesjonał i ambona. Robi niesamowite wrażenie, także przez to że nie jest wogóle oświetlony.
Idąc w górę od Kościoła dochodzimy do kolejnego domu w skale. Naprawdę niesamowicie to wygląda. Tu taki kuty kurnik, gołębnik, drzwi w skalnej ścianie, no i żeby jednak potwierdzić to, że ktoś tam mieszka – suszące się pranie
.
W Barranco znajduje się również Muzeum, ale jak to zwykle bywa, poskąpiliśmy grosza i nie poszliśmy.
Poczekamy aż przyjadą jacyś goście do nas, to wtedy razem wybierzemy się ukulturalniać
.