Sara to 14letnia dziewczyna, która zaginęła w lipcu zeszłego roku. Umówiła się w Las Palmas w Centro Comercial La Baleña i słuch po niej zaginął.
W sumie nic w tym niezwykłego – ludzie zawsze ginęli, giną i ginąć będą. Nic niezwykłego na całym chyba świecie, oprócz tej małej wysepki. W takich chwilach wychodzi na jaw, jacy ci ludzie – myślę tu o rodowitych kanaryjczykach – są ograniczeni, lub patrząc na to z innej strony – w jak nierealnym świecie oni żyją.
Generalnie chyba był to jeden z pierwszych przypadków zaginięcia osoby – stało się to wielkim wydarzeniem. Z dnia na dzień przybywało plakatów i informacji. Plakaty były wszędzie – na sklepach, na samochodach, w oknach domów. Plakaty kolorowe i czarno-białe. Większe i mniejsze. Do tego ciągłe infomacje w telewizji, gazetach. Po ulicach jeździły samochody, z których ogłaszano tę informację przez megafony. Przy wjeździe do Las Palmas – wielkie bilboardy. Marsze milczenia, spotkania kontemplacyjne. Nawet na stronie internetowej Cabildo de Gran Canaria (www.grancanaria.com) w wyskakującym okienku pojawiała się Sara.
Sara była wszędzie.
Oczywiście nie pomogło to w jej odnalezieniu.
(…)
I nie posądźcie mnie tu o brak uczuć, bo jak najbardziej współczuję rodzinie takiej straty. Nie napisałam też tego żeby potępiać.
Ja jestem Zszokowana i Pod Wrażeniem Skali na jaką poszukiwało się tej dziewczyny!
Wszędzie indziej, dajmy na to w Polsce – ludzie też giną, ale poza małą wzmianką w tematycznym programie i kilkoma ogłoszeniami na przystankach raczej niewiele więcej się dzieje. Ludzie patrzą, mówią “o jaka szkoda”, i zapominają. To wszystko staje się tłem, to wszystko jest niewidoczne. Obchodzi tylko i wyłącznie osoby spokrewnione.
Tu to wszystko wygląda inaczej. Bez wątpienia wpływa na to wielkość wyspy i taka trochę wioskowatość społeczeństwa. Oni wszyscy się jednoczą, wszyscy są razem, wszyscy – może trochę pozornie – pomagają. Mówię pozornie, bo to taka bierna pomoc – wywieszenie zdjęcia. Owszem można przez to w jakiś sposób połączyć się z rodziną zaginionego, pokazać swój wkład. Ale ile da coś takiego? Czy zdjęcie pomoże w odnalezieniu kogokolwiek? Chyba lepiej byłoby zebrać się w kilka osób i przeszukać Barranki…
(…)
Miesiąc temu obok plakatów Sary (nadal oczywiście wiszą) pojawiły się nowe – 7-letniego Yeremiego z Vecindario.
Cóż, karuzela zaczyna się od początku: plakaty mniejsze i większe, w okularach i bez, bilbordy, tablice informacyjne, megafony, telewizja i internet…
Znowu wielkie poruszenie – bo jak to się mogło stać? Przecież u nas takie rzeczy się nie dzieją!
I znowu Wielki Nic – poza biernością i oczekiwaniem na Cud.
(…)
Rodowici Kanaryjczycy to taki odpowiednik naszych wiejskich ludzi, tacy trochę zacofani i odporni na wiedzę
. Żyją tu w takim swoim, zamkniętym świecie. Naprawdę czasem wydaje się, że uważają, że ten skrawek skały na której mieszkają to cały świat.
To zamknięta społeczność, której całkiem obce są niebezpieczeństwa świata i ludzka niewdzięczność, zawiść i wredota. Wszyscy tu są przeogromnie mili i nikt nie powie ci czegoś złego. Nawet odmawiać nie umieją, będą zwodzić, kręcić, ale nigdy nie powiedzą wprost “nie”. Wszystko robią tak, żeby tylko nie urazić drugiej osoby. Z jednej strony miłe, z drugiej – chyba dla nich nie za dobre.
Żyją sobie w takim odrętwieniu umysłowym. I co? Dwa zaginięcia a oni wydają się być zaskoczonymi, że wogóle coś takiego może mieć miejsce!
(…)
Ta wyspa jest zupełnie jak nie z tego świata
Będąc tu czujesz się jakbyś trafił do świata, w którym czas stanął w miejscu. Niby technologia ta sama co wszędzie, ale umysły ludzkie, charaktery, sposób i tempo życia, ogólne wrażenie – jak z przed 20 lat.
Jednym słowem – Powrót do Przeszłości