Nawiązując do poprzedniego posta: jest środek postu, a u nas… lokalny Karnawał
Całe Vecindario wieczorem wyległo na ulice, większość poubierana rozmaicie – królewny, zorra, indianie, kaktusy, czarownice – jak na balu przebierańców. Gros przebierańców i zarazem tą najciekawszą część stanowią chłopcy i mężczyźni przebrani za kobiety, głownie te lekkich obyczajów ![]()
A więc co krok mijamy różnego rodzaju roznegliżowane “kobietki”, w kabaretkach, sexownych pantalonach, skąpych majtasach, błyszczących biustonoszach, w złocistych świecących peruczkach, wymalowane do granic możliwości, często na obcasach i z charakterystycznym mięśniem piwnym
Kobiety/dziewczyny również przebrane – naokoło zatrzęsienie króliczków playboya, panienek w kabaretkach, różowych prostytutek i dziewczynek w miniówkach w ogonkami
Wzdłuż całej Avenidy de Canarias, po obu jej stronach, tłumy ludzi. Zewsząd dobiega muzyka. Zaczyna się Parada – gwóźdź programu, a zarazem wstęp do prawdziwej zabawy.
Ulicą zaczynają powoli sunąć wozy, wszystkie jakby wyjęte z westernu, ale każdy oczywiście inny. Większość udekorowanych na Saloony i Exclusive Burdele – w każdym poprzebierani stosownie ludzie – głównie oczywiście za ekskluzywne “Panienki”, kręcące pupami i wywijające przy rurkach
Panowie naprawdę tu rządzą – nie da się opisać tego jak oni pociesznie wyglądają w tych damskich skąpych ciuszkach ![]()
Za każdym z wozów, w rytm muzyki dobywającej się z niego, sunie tłum ludzi – przebranych oczywiście. Kaktusy, czarownice, królewny, króliczki… ksiądz z wibratorem w biblii
Z tego co się zorientowaliśmy każdy wóz był reprezentowany przez inną grupę ludzi – w jednym aktorzy tutejszego teatru, w innym Męski kanaryjski Chór, indianie z miasteczka indiańskiego czy po prostu kanaryjskie firmy i placówki.
Wozy przejeżdżają, muzyka się zmienia, każda jest inna, w każdym co innego, głośno, zabawowo, kolorowo, tanecznie. Wszystko kieruje się na lokalny plac imprezowy (czyt. parking). Tam wozy po kolei ustawiają się, wokół każdego trwa zabawa, ludzie tańczą, piją, bawią się.
Koło Kościoła na rozstawionej scenie trwają koncerty.
* * *
Wszystko ładnie pięknie jak się to opowiada. Naprawdę musi robić wrażenie.
No to teraz chwila prawdy
Wyobrażaliście sobie kiedyś Karnawał w Rio?
Ja tak – opierając się na migawkach z TV, fotkach: tłum ludzi wzdłuż ulic (jak tu), nieprzerwany pochód ludzi, wozy z roztańczonymi przebierańcami, między wozami pokazy, defilady, nieprzerwanie coś się dzieje, ludzie szaleją, jest nastrój, wszyscy to czują…
A tu?
Nadjeżdża wóz… Oooooo zaczyna się !! Ludzie wyglądają zza siebie, tłum się ścieśnia, muzyka staje się głośniejsza.. Wóz przejeżdża – w środku wyginające się ciała, za wozem garstka ludzi.. puuuuuuustoooooo puuuuuuustooooooo puuuuuuustoooooooo Czy to już koniec? ludzie rozglądają się niespokojnie – czy to już wszystko? … Nieeeee! W oddali pojawia się następny wóz…
No i tak to trwa. W sumie trochę takie niedopracowane.
Co więcej?
U nas przy imprezach plenerowych co drugi krok stoi budka z kiełbaskami, piwem, popcornem etc. Tu – dosłownie dwie budki z hot-dogami i alkoholem, jedna z jakimiś pierdółami do kupienia i ze 3 stoiska z lizakami, balonikami i cukrową watą
* * *
Ponoć Gran Canaria to taka miniatura świata – coraz bardziej się przekonuję, że oni są sami jedną wielką miniaturą. Mają m.in. miniaturową Wenecję w Puerto de Mogan (hmm..4 mostki na krzyż), w Maspalomas jest uliczka ustylizowana na różne “cuda” świata (np.dach = wieża Eiffla – strasznie to badziewne), a teraz ta miniatura Karnawału…
Jak się dobrze przyjrzeć to wszystko tu jest tak naprawdę na siłę i strasznie sztuczne. Kanryjczycy wielbią się w tandecie i błyskotkach a wyspa stanowi dla nich cały świat. Są za bardzo ograniczeni żeby zobaczyć, że jest coś poza tym. I pewnie dlatego tworzą te wszystkie mistyfikacje i miniatury “zabytków ludzkości” u siebie na tym skrawku lądu..
A co do świętowania to Społeczność kanaryjska może i świętuje non-stop, ale pojęcia o dobrej zabawie to oni nie mają wogóle.